Zaczne optymistycznie. Wczoraj, a wlasciwie przedwczoraj, bo jest juz po polnocy przezylam moj pierwszy Dzien Dziekczynienia. Nasi Amerykanie z Alex na czele postanowilii uczcic to wielkie swieto USA i musze przyznac, ze podobalo mi sie. Wszystkie potrawy byly tylko namiastka, bo niestety nie bylo warunkow i tak ,np. byly kotlety z indyka, farsz znajdowal sie obok, ciasto jablkowe imitowaly rozkojone rogaliki poprzekladane jablkami i posypane cynamonem, ale bylo na prawde swietnie. Dlugo by pisac.
No to zmiana tematu. Kolejny pozytyw: Od tygodnia pisze prace magisterska i idzie mi zaskakujaco dobrze. Ale mialo byc cos negatywnego. Checie no to prosze. Dzis padl mi komputer. Na poczatku tylko windows sie powiesil, potem nie chcial sie uruchomic, potem okazalo sie ze kubuntu tez, wiec jedyne co teraz mam to kubuntu z plytki. Na szczescie tu nie ma problemow z konfiguracja sieci i mam neta. Ale co z tego. Jak wiecie, albo i nie na cd ciezko cos zainstalowac, wiec jedyne co mam to przegladarka internetowa. Wszystkie zdjecia szlag trafil, no i dzisiejsza czesc pracy magisterskiej, na szczescie codziennie wieczorem uaktualniam moja kopie zapasowa i o ile pamietam wczoraj tez to zrobilam, wiec jestem tylko o pol strony do tylu. Ale . . .
Czeka mnie teraz formatowanie dysku, instalacja windowsa itp i mam nadzjeje na tym koniec. Bardzo bym chciala, zeby to nie byl jakis problem z wewnetrzem mojego kompa, bo jak tak, to by bylo na tyle jesli chodzi o pisanie pracy. Ale nigdy nie ma tylko z gorki.
Dobra rozpisalam sie i kto to bedzie czytal. Chyba ja na starosc.
Chce napisac jeszcze jedno. Francuzi sa jednak calkiem w porzadku. Powoli ucze sie z nimi rozmawiac. Zmykam



















