Co nowego?

Zaczne optymistycznie. Wczoraj, a wlasciwie przedwczoraj, bo jest juz po polnocy przezylam moj pierwszy Dzien Dziekczynienia. Nasi Amerykanie z Alex na czele postanowilii uczcic to wielkie swieto USA i musze przyznac, ze podobalo mi sie. Wszystkie potrawy byly tylko namiastka, bo niestety nie bylo warunkow i tak ,np. byly kotlety z indyka, farsz znajdowal sie obok, ciasto jablkowe imitowaly rozkojone rogaliki poprzekladane jablkami i posypane cynamonem, ale bylo na prawde swietnie. Dlugo by pisac.

No to zmiana tematu. Kolejny pozytyw: Od tygodnia pisze prace magisterska i idzie mi zaskakujaco dobrze. Ale mialo byc cos negatywnego. Checie no to prosze. Dzis padl mi komputer. Na poczatku tylko windows sie powiesil, potem nie chcial sie uruchomic, potem okazalo sie ze kubuntu tez, wiec jedyne co teraz mam to kubuntu z plytki. Na szczescie tu nie ma problemow z konfiguracja sieci i mam neta. Ale co z tego. Jak wiecie, albo i nie na cd ciezko cos zainstalowac, wiec jedyne co mam to przegladarka internetowa. Wszystkie zdjecia szlag trafil, no i dzisiejsza czesc pracy magisterskiej, na szczescie codziennie wieczorem uaktualniam moja kopie zapasowa i o ile pamietam wczoraj tez to zrobilam, wiec jestem tylko o pol strony do tylu. Ale . . .
Czeka mnie teraz formatowanie dysku, instalacja windowsa itp i mam nadzjeje na tym koniec. Bardzo bym chciala, zeby to nie byl jakis problem z wewnetrzem mojego kompa, bo jak tak, to by bylo na tyle jesli chodzi o pisanie pracy. Ale nigdy nie ma tylko z gorki.
Dobra rozpisalam sie i kto to bedzie czytal. Chyba ja na starosc.

Chce napisac jeszcze jedno. Francuzi sa jednak calkiem w porzadku. Powoli ucze sie z nimi rozmawiac. Zmykam :)

Impreza goni imprezę

We wtorek byłyśmy z dziewczynami na imprezie z okazji 20-lecia Erasmusa. Kto by pomyślał, że już tyle lat temu ludzie tak jeździli, ale chyba nie w Polsce. Nic to. Mały poczęstunek okazał się czymś na kształt przyjęcia weselnego, który zakończył się bardzo słodko. :)

Natomiast wczoraj była kuchnia polska, czyli pierogi ruskie w moim wydaniu. Było na prawdę niesamowicie. Ludzie nauczyli się robić pierogi, no i zjedli co do jednego, a było ich ok 100!. Impreza skończyła się wymianą ciekawostek o naszych krajach.

Wogezy

Pasmo górskie w pobliżu Strasbourga. Ale co ja się będę rozpisywać.

Czeski wieczór

Wszystko zaczęło się w poniedziałek, kiedy to dostałam list od Dorotki :) Wcześniej, z małymi przerwami miałam kiepski humor, a to okazało się jakimś przełomem. Ludzie zrobili się jacyś życzliwsi i jakoś lepiej mi sie z nimi rozmawia. Właśnie w poniedziałek przyszły do mnie 2 Czeszki: Ana i Barbora i zaprosiły mnie na środę. Stwierdziły, że teraz one przygotują swój specjał – knedlíky. Gotowanie, jedzenie i cała reszta okazały się wielkim sukcesem. Aż za nadto, bo ktoś pod koniec podsunął kartkę pod drzwi, że jesteśmy za głośno i trzeba było kończyć. Ale jestem już w stanie przygotować tę potrawę i jak wrócę do domu na pewno spróbuję. Było wyśmienite. Za tydzień ja robę pierogi ruskie, a za dwa Jana – inna Czeszka smazeny syr. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej to adres czeskiego portalu: http://seznam.cz/

 

Jeszcze tu jestem

Postanowiłam znów coś napisać. W sumie to u mnie po staremu. Nie lubię znacznej części Francuzów, pewnie dlatego tylko jedne wybrane przeze mnie zajęcia prowadzi Francuz, reszta to cudzoziemcy. Nie dokonywałam tego wyboru z premedytacją. Jakimś przypadkiem nie-Francuzi zdecydowanie lepiej prowadzą zajęcia. Są zarazem bardziej zrozumiali pod względem języka, jak i sympatyczniejsi.

Jeśli chodzi o mnie, to chyba się przyzwyczaiłam do bycia tu. Co wcale nie znaczy, że nie chcę wracać. Codziennie odkreślam dni na kalendarzu i dużo myślę o tym co zrobię po powrocie. Poprzedni tydzień był kiepski pod tym względem. Święta – wszyscy wyjeżdżają do domu, a ja tu siedzę. Dni bez zajęć są kiepskie. Na dodatek jakieś choróbsko się przyczepiło i nie mogłam sobie pojeździć. A wczoraj był ostatni ciepły dzień (maksymalnie ok 15 stopni), prognoza na ten tydzień, to maksymalnie 6-7. Wiem, że u Was jest jeszcze gorzej, ale jesteście w ojczystym kraju i tam wszystko się znosi łatwiej.

Mogę jeszcze napisać coś o nauce. Mój francuski bardzo ucierpiał i chyba jeszcze ucierpi na tym wyjeździe, ale za to moja wymowa staje się coraz lepsza. A matematyka? O dziwo nawet coś rozumiem. Owszem muszę przed zajęciami przygotowywać się przez min. 2-3 godziny, ale wtedy jest trochę lepiej niż na ćwiczeniach w Polsce, a to już na prawdę nie źle.

Mogę wam jeszcze napisać, że miasto jest piękne. :)