… a ja czekam i czekam i czekam

Powoli albo jak kto woli wielkimi krokami zbliza sie czas powrotu. Juz od dawna odliczam dni, ale powoli zaczyna mi brakowac, nie, nie Polski, tyko Francji. Za dwa tygodnie wracam do domu, a potem tylko sesja i koniec. Zycie tutaj jest inne. Ma tylko 2 wady. Nie ma Was i nie stety nie moge sobie na wiele pozwolic, ale poza tym jest wspaniale i sadze, ze kazdy powinien chociaz raz w zyciu doswiadczyl czegos takiego.
Tutaj wszystko jest inne. Jeszcze nie wiem czy lepsze, ale ciesze sie ze tu przyjechalam. Dzis na dodatek bylam na salsie i bylo wspaniale. Po powrocie koniecznie musze dalej chodzic na lekcje tego tanca. Nie wiem czy probowaliscie juz takich podrygow, jak nie to sprobujcie, bo warto. Ja, wlascicielka 2 lewych nog Wam to mowie.
Dosyc juz dobrych rad. Dobranoc :)

Co nowego?

Zaczne optymistycznie. Wczoraj, a wlasciwie przedwczoraj, bo jest juz po polnocy przezylam moj pierwszy Dzien Dziekczynienia. Nasi Amerykanie z Alex na czele postanowilii uczcic to wielkie swieto USA i musze przyznac, ze podobalo mi sie. Wszystkie potrawy byly tylko namiastka, bo niestety nie bylo warunkow i tak ,np. byly kotlety z indyka, farsz znajdowal sie obok, ciasto jablkowe imitowaly rozkojone rogaliki poprzekladane jablkami i posypane cynamonem, ale bylo na prawde swietnie. Dlugo by pisac.

No to zmiana tematu. Kolejny pozytyw: Od tygodnia pisze prace magisterska i idzie mi zaskakujaco dobrze. Ale mialo byc cos negatywnego. Checie no to prosze. Dzis padl mi komputer. Na poczatku tylko windows sie powiesil, potem nie chcial sie uruchomic, potem okazalo sie ze kubuntu tez, wiec jedyne co teraz mam to kubuntu z plytki. Na szczescie tu nie ma problemow z konfiguracja sieci i mam neta. Ale co z tego. Jak wiecie, albo i nie na cd ciezko cos zainstalowac, wiec jedyne co mam to przegladarka internetowa. Wszystkie zdjecia szlag trafil, no i dzisiejsza czesc pracy magisterskiej, na szczescie codziennie wieczorem uaktualniam moja kopie zapasowa i o ile pamietam wczoraj tez to zrobilam, wiec jestem tylko o pol strony do tylu. Ale . . .
Czeka mnie teraz formatowanie dysku, instalacja windowsa itp i mam nadzjeje na tym koniec. Bardzo bym chciala, zeby to nie byl jakis problem z wewnetrzem mojego kompa, bo jak tak, to by bylo na tyle jesli chodzi o pisanie pracy. Ale nigdy nie ma tylko z gorki.
Dobra rozpisalam sie i kto to bedzie czytal. Chyba ja na starosc.

Chce napisac jeszcze jedno. Francuzi sa jednak calkiem w porzadku. Powoli ucze sie z nimi rozmawiac. Zmykam :)

Impreza goni imprezę

We wtorek byłyśmy z dziewczynami na imprezie z okazji 20-lecia Erasmusa. Kto by pomyślał, że już tyle lat temu ludzie tak jeździli, ale chyba nie w Polsce. Nic to. Mały poczęstunek okazał się czymś na kształt przyjęcia weselnego, który zakończył się bardzo słodko. :)

Natomiast wczoraj była kuchnia polska, czyli pierogi ruskie w moim wydaniu. Było na prawdę niesamowicie. Ludzie nauczyli się robić pierogi, no i zjedli co do jednego, a było ich ok 100!. Impreza skończyła się wymianą ciekawostek o naszych krajach.

Wogezy

Pasmo górskie w pobliżu Strasbourga. Ale co ja się będę rozpisywać.

Czeski wieczór

Wszystko zaczęło się w poniedziałek, kiedy to dostałam list od Dorotki :) Wcześniej, z małymi przerwami miałam kiepski humor, a to okazało się jakimś przełomem. Ludzie zrobili się jacyś życzliwsi i jakoś lepiej mi sie z nimi rozmawia. Właśnie w poniedziałek przyszły do mnie 2 Czeszki: Ana i Barbora i zaprosiły mnie na środę. Stwierdziły, że teraz one przygotują swój specjał – knedlíky. Gotowanie, jedzenie i cała reszta okazały się wielkim sukcesem. Aż za nadto, bo ktoś pod koniec podsunął kartkę pod drzwi, że jesteśmy za głośno i trzeba było kończyć. Ale jestem już w stanie przygotować tę potrawę i jak wrócę do domu na pewno spróbuję. Było wyśmienite. Za tydzień ja robę pierogi ruskie, a za dwa Jana – inna Czeszka smazeny syr. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej to adres czeskiego portalu: http://seznam.cz/

 

Jeszcze tu jestem

Postanowiłam znów coś napisać. W sumie to u mnie po staremu. Nie lubię znacznej części Francuzów, pewnie dlatego tylko jedne wybrane przeze mnie zajęcia prowadzi Francuz, reszta to cudzoziemcy. Nie dokonywałam tego wyboru z premedytacją. Jakimś przypadkiem nie-Francuzi zdecydowanie lepiej prowadzą zajęcia. Są zarazem bardziej zrozumiali pod względem języka, jak i sympatyczniejsi.

Jeśli chodzi o mnie, to chyba się przyzwyczaiłam do bycia tu. Co wcale nie znaczy, że nie chcę wracać. Codziennie odkreślam dni na kalendarzu i dużo myślę o tym co zrobię po powrocie. Poprzedni tydzień był kiepski pod tym względem. Święta – wszyscy wyjeżdżają do domu, a ja tu siedzę. Dni bez zajęć są kiepskie. Na dodatek jakieś choróbsko się przyczepiło i nie mogłam sobie pojeździć. A wczoraj był ostatni ciepły dzień (maksymalnie ok 15 stopni), prognoza na ten tydzień, to maksymalnie 6-7. Wiem, że u Was jest jeszcze gorzej, ale jesteście w ojczystym kraju i tam wszystko się znosi łatwiej.

Mogę jeszcze napisać coś o nauce. Mój francuski bardzo ucierpiał i chyba jeszcze ucierpi na tym wyjeździe, ale za to moja wymowa staje się coraz lepsza. A matematyka? O dziwo nawet coś rozumiem. Owszem muszę przed zajęciami przygotowywać się przez min. 2-3 godziny, ale wtedy jest trochę lepiej niż na ćwiczeniach w Polsce, a to już na prawdę nie źle.

Mogę wam jeszcze napisać, że miasto jest piękne. :)

Wybory

Dziś spełniałam mój obywatelski obowiązek.

Wybory

Ja, Karolina i Justyna

Przeprowadzka

I kto powiedział, że we Francji mój urok nie działa? No dobra, może to nie urok, tylko byłam bardzo męcząca, ale udało mi się zmienić pokój. Jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Niestety nie miałam zbyt dużo czasu, żeby się w nim urządzić po swojemu, ale nie wszystko na raz. Teraz mam nadzieję, że dalej wszystko pójdzie po mojej myśli i wyjazd jednak okaże się sukcesem. Pozdrawiam wszystkich z mojego nowego pokoju. :)  Mój nowy i prawdziwy adres, to:

Melle Bożena DZIURDA
Paul Appell C / 508
8, rue de  Palerme
67084 Strasbourg Cedex

A jednak skłamałam, bo dopiero teraz adres jest dobry. Przepraszam :( Ale na tamten wszystko powinno dojść. Więc jeśli ktoś coś naskrobał, to niech się nie martwi :)

Sinusoida

Jak już przez chwilkę było lepiej, to znów pod górkę. Wczoraj i przedwczoraj znów mnie jakieś świństwo pogryzło. Wczoraj cały dzień walczyłam z lekką gorączką i bólem głowy. Muszę zmienić ten śmierdzący pokój na coś przyjemniejszego. Znów nie będę miała neta i wydam kolejne 10 euro na telefony do administratorów internetem.

Dziękuję wam bardzo, że pamiętacie o mnie. Na tej cywilizowanej i niesamowicie przyjaznej obcokrajowcom ze wschodu ziemi wiele to dla mnie znaczy.

A co do spódniczek to nie ma dla kogo się stroić. Ci, dla których warto zostali w Polsce, a tu nie ma na kim oka zawiesić, bo albo metroseksualni, albo brudasy. TAK! Tacy niedomyci i pachnący. Drogie panie cieszmy się, że mamy tak wspaniałych mężczyzn w naszym kraju, a panowie pamiętajcie, nie tylko polki są najpiękniejsze na świecie. Wam też niczego nie brakuje. I myjcie się dalej :)

gorzej być nie może

A skoro nie może być gorzej, to jest lepiej. Na ziemi żabojadów przeżyłam już dużo i stwierdzam, że są to tak niesamowicie leniwi i niepomocni ludzie, że nie wiem czy drugi raz zdecydowałabym sie na Francję. Ale mam już neta, w zamian za robaki, które mam nadzieję nie wrócą. Niemcy, Francuzi, Hiszpanie itp uważają, że mieszkamy w jakimś ciemnogrodzie, ale za to Słowacy, Czesi, Ukraińcy są na prawdę w porządku. Poznałam też jedną Amerykankę, która myślała, że jesteśmy z Polinezji, ale to trzeba wybaczyć.


Ten w środku jest mój.

« Wcześniejsze wpisy Następna strona » Następna strona »